Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5310
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

News

Nasza relacja z Essential Vibes pres. Allen Watts

Dodano 2018-03-12, o godzinie 07:00

Essential Vibes zdążył nas już przyzwyczaić, że w dość regularnych odstępach czasowych ściąga do Polski znane nazwiska w środowisku EDM. 3 marca AD 2018 byliśmy świadkami w zasadzie pierwszej (nie licząc before Tranceformation party) tegorocznej imprezy z zagranicznym headlinerem, na którego mianowany został tym razem Allen Watts. Wydarzenie odbyło się w klubie Metronom na ulicy Chłodnej 35/37. Choć i pogoda, i nazwa ulicy dopasowały się tego wieczoru znaczeniami, atmosfera w środku była znacznie bardziej gorętsza za sprawą szeregu nazwisk pojawiających się tej nocy za konsoletą.

Zaczynając opis od samego klubu – osobiście przypominał mi nieco wnętrze jakiegoś schronu lub bunkru – ciasny, ciemny, z dużą liczbą wąskich przejść. Rozciągał się na trzech poziomach, a każdy z nich, jak widać na powyższej rozpisce, stanowił oddzielną muzyczną scenę. Przyznam szczerze, że większość czasu spędziłem na głównej, sporadycznie zaglądając na dwie pozostałe, niemniej podczas tych krótkich wizyt nie przebywało na nich łącznie więcej niż kilka, max. kilkanaście osób jednocześnie. Według wizualnych oszacowań w ogóle frekwencja wypadła średnio-słabo, porównując np. z niedawną imprezą, w której gwiazdą wieczoru był Scot Project. Przypuszczam, że w szczytowym momencie na górnym parkiecie nie bawiła się nawet setka osób, choć oczywiście mogę się mylić. Niemniej w żadnym momencie nie było większym wyzwaniem dostać się pod samą scenę, co akurat z punktu widzenia braku ścisku jest dużym plusem; z drugiej strony dobitnie obrazuje, że popularność stricte muzyki trance jest w Warszawie niestety niska i organizowanie takich tematycznych imprez nie jest łatwym orzechem do zgryzienia.

W klubie pojawiłem się ok. 23:15, czyli na momentu setu Lightning vs. Waveband. Przyznam szczerze, że twórczość tego duetu dotychczas była mi obca, jednakże występ na żywo już od pierwszych chwil bardzo przypadł mi gustu, głównie ze względu na muzyczne kierunki, które zostały przez nich obrane, a więc szybkie i energiczne brzmienia. Mogliśmy usłyszeć propozycje od znanych i poważanych nazwisk, jak np. James Dymond, Lostly czy Aly&Fila. Set był rejestrowany, w związku z czym myślę najlepszym rozwiązaniem będzie podlinkowanie, by każdy zainteresowany mógł zapoznać się z jego treścią.

O północy stery za konsoletą przejął A.R.D.I – zaprezentował on również bardzo dynamiczny set w swoim stylu, a więc mogliśmy liczyć na charakterystyczne breaki i pełne mocy uderzenia głównych motywów. Bardzo zapadł mi w pamięć utwór Ana Criado – „Still There's You” w remiksie Adriana, który na parkiecie świetnie łączył dobrze wpadający w ucho wokal z żywiołowym leadem. Innym znamiennym momentem było też „Beyond The Time”, jeden z najbardziej popularnych utworów Ardiego, podczas którego reakcje publiczności były równie euforyczne. W tym czasie frekwencja też się powoli poprawiała, aczkolwiek jak już wspominałem wyżej, nie były to w żadnym razie tłumy. Technicznie set brzmiał bardzo spójnie, a do tego wszystkiego można dodać świetny kontakt z publicznością i emitującą radość z prezentowanej muzyki; tym podwójną, że większość tych dźwięków wyszła spod jego rąk jako producenta.

O 01:00 przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. Allen Watts to jeden z tych przedstawicieli nowej generacji, który ostatnimi czasy wykonuje fantastyczną robotę. Pod względem dynamiki rozwoju w 2017 chyba nie miał sobie równych, co poskutkowało tym, że jego kariera wystrzeliła w tempie wręcz wykładniczym – jego utwory zyskiwały duży aplauz, a sam stał się regularnym bywalcem największych światowych eventów. Niecodziennym przeżyciem musiała być zmiana skali imprezy z ASOT 850 w Utrechcie na której wystąpił pod koniec lutego, do co by nie powiedzieć, jednak nieco kameralnego wydarzenia w centrum Warszawy. Nie przeszkadzało to jednak w dobrej zabawie i ofiarowania z siebie 100% możliwości, co chociażby widać na opublikowanym przez Holendra video materiale.

Muzycznie, był to jak najbardziej udany set – bardzo energiczny, z dużymi dawki upliftu i wplatanymi swoimi autorskimi propozycjami, a także dawkami zawsze mile widzianej klasyki. Najlepsze momenty? Jednym z nich była z pewnością przedstawiona powyżej na filmiku „Arizona”. Bardzo przyjemnie brzmiał również remiks Allena do „Fall Into You” Cosmic Gate’ów. W drugiej godzinie pojawiło się więcej uniwersalnych propozycji, wśród których wymienić można np.: „Take Me Away”, „Stresstest” w remiksie Johna Askew, „Airport Shivers” czy wspólnie śpiewane przez wszystkich „Satellite”. Cóż, o muzycznej wartości tych perełek chyba nie trzeba zanadto się rozpisywać, do tego wszystkiego warto dodać ustawicznie świetny kontakt z bardzo entuzjastyczną publiką, nieprzerwany uśmiech, zaangażowanie i uwiecznianie nagrań na swoim własnym sprzęcie. Po secie Allen na chwilę zniknął na backstage, ale potem wrócił i był bardzo otwarty na wszelki kontakt, więc każdy kto chciał mógł bez problemu przybić piątkę czy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Słowem podsumowania, świetny artysta, świetny set, oby więcej takich występów w Polsce.

Matthew Pear zaprezentował kolejny miks, na którym w zasadzie ani przez chwilę nie pojawiła się myśl o odpoczynku. Set utrzymany był głównie w klasycznym klimacie, co myślę akurat nie stanowiło problemu, a wręcz satysfakcjonowało klubową większość. Do wtórujących dźwięków można było i troszkę wolniej popływać, i energicznie poskakać przy takich perełkach jak np. Dogzilla „Without You”, czy jednego z moich prywatnych best of the best - “Expander” w remiksie Flutlichta. Ta godzinka minęła bardzo szybko, choć niestety frekwencja spadła w tym czasie dość znacząco.

O godzinie 04:00 stery na mainstage przejął Paul Cogito. Cóż, w zasadzie trudno napisać coś odkrywczego o tym występie, gdyż w dużej mierze była to kontynuacja świetnego klimatu wykreowanego przez poprzedników. W takich momentach można stanąć przed nurtującym problemem w przypadku fizjologicznej potrzeby: czy iść do toalety, czy poczekać jeszcze chwilę poczekać bo może akurat ominie nas jakiś wybitny kawałek. A cały set był nimi obficie naszprycowany, dość wspomnieć o takich pozycjach, jak: Shogun – „Skyfire”, dwukrotnie John O’Callaghan i „Games” lub „Find Yourself” czy Madonna - What It Feels Like For A Girl (Above & Beyond 12" Club Mix).

Set Paula dość płynnie przeszedł w tradycyjny już b2b zamykający imprezę. Nie jest tajemnicą, że podczas tych ram czasowych ekipa EV najczęściej i najchętniej sięga po starsze, klasyczne utwory co również i tego wieczoru stało się udziałem klubowiczów. Z głośników mogliśmy usłyszeć wiele ponadczasowych propozycji, które niejednokrotnie ukształtowały muzyczne gusta i w niejednym zakrzewiły pasję do elektroniki. Punktując konkretami, na wyświetlaczu konsolety pojawiły się między innymi takie propozycje, jak : „Beachbreeze”, „Burned With Desire”, „Sunshine”, „The Beauty Of Silence”, „After Love”, „Meet Her At Love Parade”. Imprezę zakończył Matthew Pear ok. 6:10 utworem „Strange World” Pushaa, choć dla kilku najbardziej wytrwałych osób wciąż był to niedosyt.

Czy udało się uniknąć niedociągnięć? Nie do końca, gdybym miał zebrać minusy w pigułce, byłby to przede wszystkim kameralny i ciasny klub, gdzie o ile nagłośnienie było w miarę ok, tak ubogie oświetlenie w zasadzie ograniczało się do jednego stroboskopu. Wiadomo, że nie to jest najważniejsze, ale dodatkowe efekty zawsze potęgują wrażenia in plus. Z drugiej strony trzeba zdawać sobie sprawę, że trudno wygospodarować coś lepszego przy danym popycie. W drugiej połowie imprezy uciążliwe mogło być również palenie na scenie zamiast w wydzielonych ku temu strefach - dla osób nielubiących dymu tytoniowego z pewnością są to niezbyt przyjemne odczucia. Jak zatem finalnie oceniam tę imprezę? Zastrzeżenia opisałem wyżej, jeśli chodzi o klimat i muzykę, z pewnością było rewelacyjnie, do czego EV zdążył nas już przyzwyczaić. Osoby, które są regularnymi uczestnikami wiedzą czego oczekiwać, i otrzymują to w 100%. Czekam na informacje dotyczące kolejnych imprez z nadzieją, że znów zawita do Polski jakaś zagraniczna gwiazda i wróci od nas z jak najlepszymi wspomnieniami. Tak, jak i my wracamy ze spotkania z Allenem Wattsem. 😊

 

 

 

 

Autor: Sebastian Zieliński

Komentuj na forum GlobalTrance

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4