Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5314
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

News

Nasza relacja z 6-tych urodzin Essential Vibes

Dodano 2017-10-02, o godzinie 08:12

Gdyby nie wprowadzona od tego roku reforma edukacji, Essential Vibes właśnie mógłby pochwalić się ukończeniem szkoły podstawowej w organizowaniu transowych imprez. Wszak już od 6-ciu lat warszawski kolektyw wychodzi naprzeciw miłośnikom elektronicznej rozrywki, niejako wpisując się w pewną niezbyt obleganą na rynku niszę. Celebrację swoich szóstych urodzin miało uświetnić nazwisko niebanalnego formatu, jakim niewątpliwie jest Scot Project. Do tego jeszcze zapowiedź o tym, że będzie to klasyczny set dodatkowo elektryzowała środowisko i podnosiła rangę całego wydarzenia, którego chyba każdy fan Franka, jak i pierwotnego, transowego brzmienia wprost nie mógł się doczekać.

 

 

Impreza miała miejsce 23 września w warszawskim klubie Iskra, zlokalizowanym ok. 2,5 km od samego serca miasta. Na miejscu zjawiłem się nieco przed godziną 23-ą, co równało się końcówce godzinnego występu Blenda. W tym czasie z głośników rozbrzmiewało „Language” duetu Hammer&Bennet w wersji ‘Santiago Nino Dub Tech’, a na parkiecie kilkadziesiąt osób bawiło się w rytm wtórującej muzyki. Niestety, nie dane mi było pojawić się na występie wcześniejszych artystów - impreza zaczynała się od 21:00, czyli przegapiłem godzinę grania Sebastiana Weikuma i prawie cały występ wspomnianego wcześniej Blenda. Na moment tworzenia recenzji sety artystów nie są jeszcze nigdzie opublikowane, więc z naturalnych przyczyn trudno jakkolwiek odnieść się do ich jakości.

Jeśli chodzi o samą lokalizację, klub nie był zbyt wielkich rozmiarów, położony w specyficznym ‘bunkrowym’ klimacie (impreza odbywała się na poziomie -1). I choć nie zachwycał szczególnie elementami wystroju ani dodatkami, był na tyle praktyczny, że nie stanowiło to jakiegoś wielkiego mankamentu. Duży plus za oddzielną strefę dla palących dzięki której pod sceną wszyscy mogli się bawić bez towarzystwa dymu tytoniowego. Względny brak kolejek czy to w toalecie, czy przy barze był efektem niespecjalnie wysokiej frekwencji. Ceny – jak na standard warszawski pewnie normalne, choć wiadomo że to ten element, w którym najtrudniej złapać bilans między zadowoleniem klubowiczów a możliwościami finansowymi związanymi z organizacją imprezy.

O 23:00 stery za konsoletą przejął Jackob Roenald, nasz rodzimy, młody, utalentowany artysta z Kujaw. Set Kuby (jak, niejako wyprzedzając fakty, wszystkie tej nocy) był niezwykle energetycznym, żywiołowym występem z dodatkiem euforycznych momentów realizujących się w breakach. W tym czasie parkiet coraz bardziej zapełniał się klubowiczami, jednak trudno mówić o jakimkolwiek ścisku, przejście pod samą scenę nie stanowiło żadnego problemu. Jeśli chodzi o konkrety, mogliśmy usłyszeć takie utwory jak m.in.: PPK – „Resurrection”, Derb - „Derb” w jakiejś mocno klubowej, agresywnej aranżacji oraz np. „The Whiteroom”. Sam artysta też doskonale się bawił podczas występu i jak przyznał, drugie pół godziny postanowił grać spontanicznie, bez uwzględnienia wcześniejszych planów. Wyszło świetnie, wielkie gratulacje i oby tak dalej.

Wybiła północ, kolejny dzień rozpoczął się w akompaniamencie gwiazdy wieczoru – Frank Zenker albo jak kto woli Scot Project – to niekwestionowana legenda sceny EDM, przez wielu traktowana jako pionier subgatunku hard trance. Mimo upływu lat wciąż w oczy rzucają się jego charakterystyczne, bujne dredy. Set Niemca generalnie można by skwitować krótko i dosadnie – grał to, z czego jest znany i co mu się najbardziej podoba. Sam artysta żywiołowo reagował, bawił się, puszczał oczka czy nawet patrzył na prośby o utwory pokazywane na telefonie. Te zwykle dotyczyły jego największych hitów, które myślę najpełniej skumulowały się w potężne ostatnie pół godziny. Punktując konkretami, w szyku bojowym stanęły takie pozycje jak: „L (I Want Your Love)”, „Club Bizarre” w jego remiksie, podobnie jak „Thunder In Paradise”, „The Second Trip”, czy kończący (a siejący wręcz spustoszenie i zdarte gardła) „Overdrive”. Spoglądając na reakcję innych klubowiczów raczej nie trudno było się domyślić, że nie ma tu elementu przypadkowości, znalazły się osoby które wiedziały co usłyszą i zostały usatysfakcjonowane myślę w stu procentach.

Indecent Noise przejmując w schedzie występ po Scocie raczej ani przez moment nie planował zmiany tematyki, fundując po raz kolejny solidnego łupnia w swoim stylu w postaci mocarnych, soczystych dropów. Zasłyszana przypadkowo pod sceną reakcja ‘on chyba chce fundamenty rozwalić’, oczywiście w nieco mniej cenzuralnych słowach wydaje mi się idealnym wręcz podsumowaniem występu Alexa. Do tego doszło kilka klasycznych propozycji: dwukrotnie piękny tribute dla zmarłego Roberta Milesa – „Children” i „Fable”, „Clear Blue Water” w remiksie Ferry Corstena, „Universal Nation” czy nieśmiertelne „On The Move” Barthezza. Wraz z upływem czasu ilość klubowiczów jeszcze bardziej spadała, by pod koniec sukcesywnie z kilkudziesięciu zmniejszyła się do grupki kilkunastu osób – pewnie był to zarówno efekt zakończonego występu gwiazdy wieczoru, jak i coraz solidniej dającego się we znaki zmęczenia.

Niestety, frekwencyjnie – mówiąc dość łagodnie – nie było rewelacji. Choć muzycznie była to dla mnie prywatnie chyba najlepsza EV na jakiej uczestniczyłem, wynik publiczności wizualnie odbiegał od tego co można było zauważyć np. na Flemingu czy Askewie. Czy skala nazwiska robiła różnicę? W to można wątpić i stawiać znak równości między całą wymienioną trójką, czy nawet lekko faworyzować Scota, choć to oczywiście zależy od osobistych preferencji. Niemniej trudno oprzeć się wrażeniu, że czynnik ludzki nie dopisał w stu procentach i przy takich wynikach ciężko jest regularnie przekonywać światową czołówkę do częstszych wizyt do kraju nad Wisłą, gdy główny argument nieco kuleje.

Od godziny 04:00 do 06:00 konsoletę naprzemiennie zajmowali Paul Cogito oraz Matthew Pear, swój epizod (skądinąd świetny!) miał też Jackob Roenald, prezentując autorski rework klasycznego „Sincere” Firewalla. Repertuar organizatorów również orbitował wokół ponadczasowych utworów, czasami w oryginałach, czasami w mniej lub bardziej znanych mi ‘odświeżeniach’, niemniej wciąż z tą samą, ogromną emanującą energią. Tym razem usłyszeliśmy m.in. „The Beauty Of Silence”, „Expander” w remiksie Flutlicht, „Adagio For Strings” Dj’a Tiesto, „Protect The Innocent” czy chociażby „You’re Not Alone”. Momentami pod sceną pojawiał się sam gwóźdź programu i też bawił się przy doskonale znanych mu rytmach. Co tej nocy łączyło wszystkich występujących za deckami, to bardzo dobry techniczny warsztat miksu i świetna płynność setu – żadnych zgrzytów, nieścisłości, świetna equalizacja. Samo nagłośnienie jak na warunki klubu również dobrze spełniało swoją rolę.

Jakie myśli i wnioski przyniosła mi osobiście ta impreza? Pierwszym i chyba najważniejszym jest ten optymistyczny fakt, że wciąż istnieją artyści wiernie oddani swoim korzeniom i stylowi, na fali której muzyka trance wybiła się na szerokie wody. Widok uśmiechniętego Scota, czy to w trakcie swojego setu czy w trakcie innych klasycznych utworów napawał niesamowitym entuzjazmem. Niestety jako riposta stoi niezaprzeczalny fakt, że ta niegdysiejsza jakość dziś stanowczo zeszła do undergroundu i nie wzbudza takiej popularności jak jeszcze chociażby kilka lat temu. Jak będą wyglądały dalsze efekty starań w propagowaniu muzyki trance, trudno z marszu oceniać. Mimo to myślę że na ten moment po raz kolejny należą się brawa dla Essential Vibes za to, że już 6 lat są z nami i do swojego panteonu ściągniętych do Polski gwiazd dodali kolejną, bardzo wyrazistą i legendarną pozycję którą mieliśmy przyjemność usłyszeć na żywo.





Autor: Sebastian Zieliński

Komentuj na forum GlobalTrance 

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4