Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5314
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Artykuly

Szczęśliwa dekada

Dodano 2015-12-09, o godzinie 07:26

Ostatnie dziesięciolecie XX w. było niewątpliwie jednym z najbarwniejszych okresów w historii popkultury. Fryzury, sposób ubierania się, seriale, a przede wszystkim muzyka. Czwarty z przypadków jest zapewne najbliższy czytelnikom GlobalTrance.pl, dlatego też pomyślałem, że warto o nim opowiedzieć z własnej perspektywy.

 

 

 

 

Krótka retrospekcja

Początek lat 90. Mieszkanie młodego małżeństwa. Prototyp wieży z zielonym wyświetlaczem. Mały chłopczyk uczy się stawiać pierwsze kroki przy utworach R.E.M., Fine Young Cannibals, Simply Red, Depeche Mode a także 2 Unlimited, Haddawaya i Ace Of Base. Tym dzieckiem byłem ja - Elvis Strzelecki. Mimo bardzo młodego wieku, chłonąłem te brzmienia niczym miłośnik niezdrowego żarcia hamburgery w restauracji na literę M. Do dziś mam gdzieś w przysłowiowym archiwum kolekcję kaset magnetofonowych, będących dla mnie jedną z najcenniejszych pamiątek z tamtego okresu.

Zacznijmy jednak od początku. W czerwcu 1989 roku zostają w Polsce przeprowadzone pierwsze częściowo wolne wybory, zaś pięć miesięcy później upada Mur Berliński. Coś się zmienia. Nadzieja na lepszą przyszłość, która pojawia się w sercach mieszkańców środkowo-wschodniej części Starego Kontynentu, doskonale koresponduje z przesłaniem nowoczesnych utworów. "Wonderland", "Freedom", "Paradise", "Celebration", "Rainbow" - to tylko niektóre z haseł-przesłań, mających swoje źródło w symbiozie muzyki tanecznej i rapu zwanej eurodance. Ów gatunek, którego korzeni można doszukiwać się w euro disco, popie, hip hopie, techno oraz hi NRG, zyskuje ogromną popularność za sprawą wpadających w ucho melodii i wokali, jak również rapowanych wstawek. Co ciekawe, tego typu brzmienia początkowo nie miały zapędów komercyjnych, wystarczy bowiem przypomnieć np. takie utwory jak "Pump Up The Jam" grupy Technotronic czy "The Power" autorstwa Snap!. Któż mógł przypuszczać, że zdetronizują one z szczytów list przebojów piosenki Bruce'a Springsteena i Bryana Adamsa? A jednak tak się stało.

Popularność tego nurtu wiąże się bezpośrednio z porzuceniem złych nastrojów, które towarzyszyły mieszkańcom tzw. "szarej strefy". Upada (przynajmniej oficjalnie) stęchły system i przychodzi czas na bardziej kolorową, pełną pokoju i harmonii rzeczywistość. Ludzie kupują nowe samochody, mieszkania, wyjeżdżają studiować do większych miast, gdzie poznają swoich przyszłych partnerów, a wolne chwile spędzają w knajpach bądź dyskotekach. Ważną rolę odgrywają też domówki, podczas których panie proszą panów, by zatańczyli z nimi do przebojów m.in. Dr Albana. Nie ważne, czy jesteś ze wsi, czy z miasta, czy stosujesz taktykę zimnego łokcia, czy też słuchasz muzy w zaciszu własnego pokoju. Ważne, że interesujesz się nowymi brzmieniami i jesteś otwarty na zmiany.

Istotnym elementem rzeczywistości lat 90. stają się komercyjne rozgłośnie radiowe i telewizyjne. W Polsce zaczynają działać ZET-ka i RMF-ka. Przekazują one ludziom informacje o otaczającym świecie w bardziej luźny sposób, a przede wszystkim prezentują nowości muzyczne zza granicy. To właśnie wtedy powoli przestaje obowiązywać hierarchia metryki. Młodzi puszczają modne kawałki starszym, nastolatek zabiera małą siostrzyczkę na spacer, podczas którego zakłada jej na uszy walkmana z nagraną na kasecie składanką największych hitów roku 93-ciego, a wiekowa babunia pyta swojego wnuczka "czym jest techno?". Na to ostatnie pytanie odpowiedzi mogła jej udzielić niemiecka Viva. Pokręcona elektronika, dance'owe kicze (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) oraz pop dla nastolatków - to wszystko znalazło swoje miejsce w "trójkątnej stacji".

 

Przemyślenia

Na tym koniec retrospekcyjnej opowieści. Wspomnienia są czymś wyjątkowym i warto je pielęgnować, ale istotne jest też zachowanie do nich dystansu. Jak to wyglądało w moim przypadku? Zaczęło się, jak pisałem w poprzedniej części od słuchania kaset i radia. Kolejny etap miał miejsce, gdy będąc u ukochanej babci, tata puścił mi teledysk, którego bohaterem był wysoki ufarbowany na platynowy blond koleś o wyglądzie wampira. Jego darciu się towarzyszyła bardzo szybka muzyka oraz przyspieszone żeńskie wokale, brzmiące niczym wołanie o pomoc torturowanej Myszki Miki. Będziecie się ze mnie śmiać, ale wówczas to postać H.P. Baxxtera wzbudzała we mnie pewien lęk. Moje uszy zostały bowiem zaatakowane przez dziwaczne głośne dźwięki stworzone przez dwóch muzyków i błękitnookiego szaleńca krzyczącego tak, jakby chciał mi zabrać ostatnią paczkę chipsów. Toż to okropność! Z czasem jednak polubiłem Scootera, zwłaszcza gdy zwolnili tempo (okres ukazania się singli "I'm Raving" i "Break It Up"). Dziś z dumą przyznaję, że czekam na ich koncert w Polsce.

Niestraszny był mi za to Keith Flint z The Prodigy, który zapewne niejedno dziecko na świecie doprowadził do płaczu swoim stylem bycia. Czarno biały obrazek z nieczynnym tunelem metra w tle, w którym gania się grupa angielskich chłopaków. Jeden z nich ma na głowie dziwną fryzurę i grozi widzom podpaleniem ("Firestarter" - z ang. podpalacz). Paradoksalnie jednak, to nie klip mnie zaintrygował, a muzyka. Jak to bowiem możliwe, żeby tak umiejętnie łączyć elektronikę i rocka? Poznawanie przez moją osobę twórczości angielskich electro punków to również zabawna historia. Zaczęło się od przypadkowego trafienia na "No Good" i "Out Of Space". Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to ekipa z Essex odpowiedzialna jest za te numery. Dopiero w momencie słuchania radia z kuzynem taty, uświadomił mi on, że to właśnie The Prodigy.

Lata 90. pozwalały poznawać dziecku świat w zupełnie inny sposób niż ma to miejsce obecnie. Nie mieliśmy IPadów i tabletów, a komputery były prawdziwym rarytasem, nie mówiąc już o internecie. Wystarczyło mieć kablówkę, gry telewizyjne oraz kolekcję samochodzików, by być przysłowiowym gościem. Jeden kupował Bravo, drugi Bravo Sport, a trzeci zasłuchiwał się w cięższych brzmieniach (w 1997 roku, podczas wakacji poznałem kumpla, który podbierał ojcu płyty Metallici). Starsze rodzeństwo cioteczne miało o wiele bardziej sprecyzowane gusta (siostra kochała się w gościach z Backstreet Boys, a mój brat i ja toczyliśmy dyskusję, która członkini Spice Girls jest najseksowniejsza).

Zastanawiacie się pewnie, jaki ten felieton ma związek z Globaltrance.pl? Otóż ma i to spory. Gdyby nie bowiem Viva, prawdopodobnie nigdy nie poznałbym elektronicznych brzmień. Szalona Daisy Dee w programie Club Rotation prezentowała muzykę takich artystów jak m.in. Kai Tracid, Sash!, Future Breeze czy Brooklyn Bounce. Najnowsze teledyski twórców muzyki klubowej przeplatane były z żywiołowymi występami na żywo. To jednak nie CR, a Housefrau (znany później jako House TV oraz Berlin House) był pierwszym formatem na Vivie, w pełni poświęconym kulturze rave i muzyce elektronicznej. Drum & bass, trance, house, techno, ambient, trip hop, a nawet hardcore - to właśnie te gatunki prezentowano w owym programie. Dodajmy do tego jeszcze relacje z Maydaya, Love Parade, Tribal Gathering itp. eventów, wywiady z Marushą, Westbamem, SvenemVäthem, Laurentem Garnerem oraz wieloma innymi bohaterami elektronicznej sceny, a także recenzje najnowszych płyt i otrzymamy perfekcyjne kompendium wiedzy na temat kultury klubowej (istnieje spore prawdopodobieństwo, że pierwowzorem Housefrau był stworzony w 1987 roku MTV Party Zone).

 

Podsumowanie

Coraz częściej mamy do czynienia z powracaniem do lat 90. W naszym kraju pojawiają się różne imprezy dedykowane temu wyjątkowemu okresowi w historii muzyki, na których występują bohaterowie ostatniej dekady XX wieku. Kiedyś zapytałem Olivera Froninga z kultowej formacji Dune, skąd bierze się jego zdaniem sympatia ludzi do tamtych czasów. Stwierdził, iż wtedy wszystko było świeże, oparte na pozytywnej energii i nie chodziło tylko i wyłącznie o muzę, ale o sam styl życia. Czy oznacza to, że współcześnie nie dzieje się nic ciekawego? Nie do końca, wszak ciągle powstaje wiele interesujących numerów. Co prawda, większość tego, co obecne jest w mainstreamie brzmi tak, jakby było przez kalkę robione, ale czy kiedyś twórcy nie kopiowali od siebie nawzajem? Dla mnie problem, chociaż może to niewłaściwie słowo, leży w tym, że ludzie nie ekscytują się aż tak bardzo muzyką jak kiedyś. Internet przyspieszył proces zdobywania nowych utworów, wyprzedził telewizję w kwestii prezentowania teledysków, a młode osoby coraz częściej wrzucają na fejsa utwory nie z rzeczywistej sympatii do nich, lecz dla szpanu. Następuje coś, co określam "kompresją obyczajów", unifikacją czyli krótko mówiąc zacieśnianiem się pewnych elementów popkultury i ujednolicaniem ich rzekomo dla dobra społeczeństwa. Czy lekarstwem na to może być powrót do poprzednich lat? Szczerze mówiąc uważam, że tego typu zabiegi mają bardziej charakter wspominkowy, aniżeli związany z chęcią doprowadzenia do konkretnych zmian. Wydaję mi się, że najlepszym, co jako sympatycy muzyki możemy zrobić jest po prostu wyszukiwanie tego, co niszowe, nie w sensie przebojowości, lecz obecności danego materiału w mediach głównego nurtu. Labele, fajne kawałki, jak również środowiska kreatywnych osób - z wszystkim tym możemy zetknąć się zarówno w sieci, jak i w realu. Grunt to mieć oczy i uszy szeroko otwarte, czego wam i sobie szczerze życzę.

 

 

 

 

Autor: Elvis Strzelecki

Komentuj na forum

 

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4