Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5314
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Artykuly

DJ Mag, WTF?

Dodano 2015-10-19, o godzinie 10:04

Tęskniliście za mną? Ja za wami też, choć w nieco bardziej leniwy sposób. Z letargu wyrwał mnie jednak tegoroczny ranking DJ Mag Top 100, który niewątpliwie zmusza do refleksji. Niniejszy felieton będzie więc krótki, lecz (chyba) treściwy.

 

 

 

 

 

Przyznam szczerze, że od zawsze byłem przeciwnikiem wszelkiej maści rankingów. Kojarzą mi się one bowiem z czymś, czego nie lubię najbardziej (czyt. porównań). Ten jest na 100-tnym miejscu, więc jest do kitu, a ten na pierwszym - ach jaki wspaniały. No ale przecież w plebiscycie kultowego dla kultury klubowej magazynu głosowali fani (wierzcie w to dalej, a nie będzie wam dane). Dodajmy do tego jeszcze fakt, iż wszystko to dzieje się w oparach gigantycznych koncernów, napojów energetycznych, szampana, półnagich striptizerek i wielkich menedżerów. Dobra, żadnych teorii spiskowych - w końcu to nie ul. Wiejska 4/6/8.

 

1) Czasy, kiedy goście pokroju Coxa, Sashy i Oakenfolda królowali w pierwszej dziesiątce rankingu DJ Maga już dawno przeminęły. Obecnie mamy modę na zupełnie inne brzmienia, a co za tym idzie, także tendencje do wybierania rzeczy mających schematyczny charakter. Nie chcę oczywiście w żaden sposób gloryfikować przeszłości, wszak głęboko wierzę, że najlepsze dopiero przed nami (znane buddyjskie przysłowie mówi, że gdy zabiorą ci dach, to masz piękny widok na niebo). Zwracam jedynie uwagę na to, że w dobie internetu, do której spora część ludzkości niestety nie dorosła, składamy hołd nie silącym się na oryginalność populistom, tworzącym podobne do siebie kawałki w imię zasady "byleby tylko wydać coś w dużej wytwórni, wskoczyć na szczyt beatportu i poskakać za konsoletą z rękoma ułożonymi w kształt serduszka".

 

2) Przykłady niekompetencji władz bądź jak kto woli, kompetencji 16-letnich hipsterów i 50-letnich krawaciarzy:

- 69. Daft Punk, 63. Carl Cox, 57. Eric Prydz, 55. Porter Robinson, 51. Richie Hawtin, 42. Aly & Fila, 41. Paul van Dyk... 10. Steve Aoki, 9. Skrillex, 8. Afrojack, 7. Avicii, 6. David Guetta, 5. Tiesto, 4. Armin van Buuren, 3. Martin Garrix, 2. Hardwell, 1. Dimitri Vegas & Like Mike

 

3) Wielkie zwycięstwo w tym rankingu tak naprawdę odniosła pamięć USB (no i oczywiście kilku ghost-producentów).

 

4) Nie zgadzam się ze stwierdzeniem "EDM Sucks". Trzy literki bowiem od zawsze oznaczały dla mnie "Electronic Dance Music" (jeśli w którymś z felietonów twierdziłem inaczej, to biję się w pierś). To dosyć pojemne naczynie, w którym mieści się zarówno techno, house, d'n'b, jak i tandetny "big room" (lepiej pasuje tutaj określenie "shit room"). Moim zdaniem głównymi winowajcami zdegradowania tego pojęcia są szychy zza oceanu, czujące potrzebę szufladkowania praktycznie każdego elementu naszej rzeczywistości. Liam Howlett z The Prodigy powiedział w jednym z ostatnich wywiadów, że w USA najbardziej zaskakuje go to, że zespół grający w istocie muzykę elektroniczną pojawia się tam wyłącznie na scenach rockowych, a nie na festiwalach z muzyką dance. Dla nich to nawet lepiej, wszak bliżej im do gitarowej kapeli, aniżeli do didżejów. Spójrzmy jednak szerzej na całe to zjawisko - 40-paroletni panowie zwani Tiesto i Guetta nagrali kilka singli, które łączyły w sobie popową lekkość z komercyjną elektroniką. Namówili też do wokalnego udziału w nich gwiazdki muzyki środka, dzięki czemu osiągnęli sukces w kraju fast foodów. Następnie zwiększyła się liczba gości, którzy choć wyrzucili ze swoich numerów wokal, to pozostawili w nich tzw. stadionowy feeling. Brzmienie to zaczęło przekształcać się w najbardziej przeklinany przez fanów ambitnej elektroniki gatunek (nazwa kilka linijek wcześniej). Wniosek? Jeśli coś przyjmie się w Stanach Zjednoczonych, to automatycznie zyskuje akceptację całej reszty świata.

 

5) Prawdziwym paradoksem Ameryki jest to, że dopiero po ponad dwudziestu latach zaakceptowała swoje (obecnie mocno zmodyfikowane) dziecko. To przecież w Detroit powstało techno, a w Chicago i Nowym Jorku scena house rozwijała się niezwykle prężnie. Dopiero jednak "overgroundowy" sukces rodziców zastępczych z Europy otworzył tym biologicznym oczy. Szkoda tylko, że wzrok już nie ten.

 

6) Pojęcie schematyczności nie dotyczy wyłącznie "big roomu", ale także pozostałych podgatunków elektronicznej muzyki tanecznej. Obczajcie sobie większość popularnych obecnie trance'owych, hardstyle'owych i deep house'owych numerów - brzmią, jakby wyprodukował je ten sam człowiek.

 

7) Zwracajcie uwagę na mniejsze labele, których liczba lajków na fejsie nie zawsze przekracza 10 000-cy. Liczy się bowiem jakość, a nie ilość.

 

8) Nie ma wielkich przegranych, są tylko wielcy ignoranci.

To by było na tyle, resztę dopowiedzą wam wcześniej wspomniani The Prodigy za pośrednictwem kawałka "Ibiza" ("What's he f*ckin' doing?).

 

 

 

 

 

Autor: Elvis Strzelecki

Komentuj na forum

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4