Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5314
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Artykuly

Legenda prawdę Ci powie

Dodano 2014-11-26, o godzinie 17:09

Jeśli spodziewacie się kolejnej tyrady na temat złego stanu nowoczesnej muzyki tanecznej, to jesteście w błędzie, ale tylko połowicznie. Nie będzie to bowiem opowieść o big roomowym antychryście rodem z Tomorrowland, ani o krwiopijcach pokroju Afrojacka i Guetty ( swoją drogą, jego „Dangerous” to całkiem przyzwoity popowy numer). Tym razem skupimy się na legendach, a konkretniej na ich spostrzeżeniach odnośnie jakości współczesnej muzyki. Dlaczego Marusha wciąż gra z winyli, DJ Quicksilver zadowala się półśrodkami, a Kai Tracid niezbyt często wydaje nowe utwory? Odpowiedź już za chwilę (nie w Strefie 11).

 

Kiedy „Somewhere Over The Rainbow” w 1994 roku wkroczyło na europejskie listy przebojów, jedni pukali się w czoło krzycząc „komercha!”, drudzy zaś radowali się z faktu, iż muzyka taneczna wreszcie przedostała się tam, gdzie dotychczas było miejsce jedynie dla ugrzecznionych wykonawców pop, raperów i rockmanów. Nagradzana i wyróżniana m.in. przez Vivę i MTV (nagroda Comet’95 w kategorii „najlepszy artysta techno”), uwielbiana przez publiczność (jej sety z Maydaya i Love Parade mają status kultowych) i szanowana przez kolegów po fachu dj’ka, była jedną z bohaterek specjalnej edycji imprezy Trancefusion – The Legends. Miano legendy należy się Marushy bez dwóch zdań - jej wkład w rozwój elektronicznej muzyki tanecznej oraz zgromadzonego wokół niej ruchu jest ogromy. Wystarczy wspomnieć o programach radiowych i telewizyjnych („Dancehall” w DT 64, „Rave Satellite” w rozgłośni Fritz oraz format telewizyjny „Feuerreiter” emitowany najpierw przez stację ORB, a następnie ZDF), w których promowała kulturę techno, współpracy z legendarną wytwórnią Low Spirit (nagrała dla niej 3 albumy studyjne) oraz byciu jedną z najbardziej rozpoznawalnych dj’ek świata i wszystko staje się jasne. Dziś w wieku 48 lat jest jedną z niewielu postaci na scenie, która gra z winyli. Przyczyna?

- Reprezentuje starą szkołę. Gram od 26 lat. Zaczęłam z winylem i pójdę z nim do grobu – powiedziała w wywiadzie dla Trancefusion.

Marusha stwierdziła również, że śmierć płyty winylowej oznaczałaby dla niej zakończenie kariery didżejki. Ktoś powie – to absurd! Przecież nawet najwięksi ortodoksi przerzucają się na CD-ki i laptopy, by uniknąć ogromnych kosztów, jakie niesie za sobą posiadanie czarnych krążków (wysokie ceny, obecność nowych technologii, itp.). Odpowiedź artystki, choć specjalnie nie zaskakuje,  niewątpliwie daje do myślenia.

- To dla mnie filozofia. Uwielbiam analogowe brzmienie winyli, te ciężkie basy, możliwość zabawy z dźwiękiem.  Dzisiaj wszystko brzmi tak czysto, że nie ma nawet czego equalizować – dodała.

Na uwagę zasługuje również spojrzenie Marushy na współczesną kondycję klubowego światka.

- Scena zdecydowanie się rozwinęła. Dziś ludzie mają o wiele większy wybór, jeśli chodzi o gatunki. Mogą iść na imprezę wyłącznie z muzyką house, techno, drum’n bass, minimal lub breakbeat. Z drugiej jednak strony, nikt nie stara się wymyślić czegoś nowego. Ludzie posługują się elementami z przeszłości, wykorzystując np. modę na brzmienie rave, przez co historia zatacza koło.

Zdaniem didżejki, zaangażowanie współczesnych klubowiczów w życie sceny jest obecnie na o wiele mniejszym poziomie niż 20 lat temu.

- Kiedyś ludzie o wiele bardziej interesowali się życiem sceny, djów i producentów. Chcieli nie tylko słuchać ulubionych brzmień, ale także wiedzieć coś na ich temat. Współcześnie przebiega to mniej więcej w ten sposób: „ Gdzie dzisiaj lecisz? Na houseparty. Ok, też tam będę ”.

Trudno nie zgodzić się z Marushą. Niegdyś postać dj’a była kimś w rodzaju kapłana, który z pośrednictwem muzyki pomagał wiernym odnaleźć właściwą drogę. Prezentował najnowsze nagrania, pokazując tym samym klubowiczom, co jest ok., a co passe. Dzięki takiej postawie, wychodzili z klubu bogatsi nie tylko o nowe znajomości, ale przede wszystkim o dźwiękowe doświadczenia. Obecnie, doskonałą alegorią pracy za dekami jest sposób funkcjonowania szafy grającej. Mająca niewielkie pojęcie o muzyce małolatka w obcisłej sukience wrzuca przysłowiowy pieniążek do szafy, prosząc tym samym dj’a, aby puścił jej nowy numer Rihanny. Nie jest to oczywiście regułą, ale fakty mówią same za siebie (czyt. często idziemy na imprezę, aby potańczyć przy radiówkach).

Inną kwestią jest jakość współczesnej muzyki i sposób jej dystrybuowania. Jeszcze kilka lat temu (czasy, kiedy MTV prezentowało teledyski) głównym wyznacznikiem trendów były stacje radiowe i telewizyjne. Sam pamiętam, jak często wracałem ze szkoły z nadzieją, że już za chwile zobaczę teledysk któregoś z moich idoli. Dodajmy do tego możliwość uzyskania informacji o nadchodzących koncertach i płytach…. Piękne chwile! A co mamy dzisiaj? Klipy na youtube, kawałki do kupienia na Beatporcie, iTunes i Amazonie oraz wszelkie wiadomości o nowościach muzycznych na rozmaitych portalach internetowych. Nie inaczej jest w przypadku oprogramowania do tworzenia muzyki. Wtyczki VST do ściągnięcia za darmo + jakiś soft i jedziemy! Kilkanaście nowych tracków zajmujących pierwsze miejsca w największych zestawieniach. Czego chcieć więcej? Jakości, kochani!

- Zamierzam tworzyć i prezentować słuchaczom muzykę, którą naprawdę lubię . Nie chcę robić czegoś, co się dobrze sprzeda. Jeśli bowiem jesteś artystą, zawsze będziesz powtarzać, że lubisz czerwony nawet, gdy wszyscy będą ci wmawiać, że tylko i wyłącznie niebieskie zapewni ci kasowy sukces – powiedział twórca przeboju „Too Many Times”, Kai Franz vel Kai Tracid.

Można by zarzucić mu hipokryzję, biorąc pod uwagę fakt, iż niedawno wypuścił na rynek big roomowo – acidowy numer „Be The Change” (jego pierwotna wersja była o wiele lepsza). Z drugiej jednak strony, on sam przyznał w jednym z wywiadów, ze mając do wyboru namiot z muzyką Markusa Schulza i Steve’a Angello, wybrałby ten drugi (był to okres na długo przed „Szwedzką Mafią”).  Wybaczam mu więc to posunięcie i prezentuje kolejne mądre słowa, które padły z ust niemieckiego producenta podczas Trancefusion.

- Jeśli spojrzysz na stare samochody, z łatwością rozpoznasz Mercedesa, BMW i Audi. Dziś, każdy samochód wygląda tak samo. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku nowych utworów dance – brakuje mi wyjątkowych brzmień.

W punkt mistrzu! Zajrzyjmy wobec tego na wszędobylski Beatport. Top 10 najlepiej sprzedających się utworów przedstawia się mało ciekawie – co drugi numer brzmi jak kalka poprzedniego i niestety, ma się to nie tylko do kategorii „progressive house” i „electro house”, ale także do gatunków bliższych sercu czytelników tego portalu. Słuchając bowiem, nawet tzw. „prawdziwego trance’u”, mam wrażenie, że casus presetów i wcześniej wspomnianych wtyczek VST jest problemem uniwersalnym.

- Mieliśmy we Frankfurcie kilku dj’ów i producentów, których umiejętności pozostawiały wiele do życzenia, jednak ich styl był na tyle charakterystyczny, że łatwo można było rozpoznać, kto jest autorem danej produkcji. Tego właśnie brakuje mi u dzisiejszych twórców, którzy  mimo opanowania do perfekcji sztuki produkowania utworów, tworzą rzeczy nudne i mało oryginalne. Można to porównać do jedzenia w fast foodzie – zjesz, ale za 10-20  lat nie będziesz już o tym pamiętał.

O łatwości tworzenia muzyki wspomina również inna postać z lat 90. – Orhan Terzi czyli DJ Quicksilver.

- W latach 90. nie każdego było stać na zakupienie sobie sprzętu do robienia muzyki. Obecnie, wystarczy ściągnąć za darmo odpowiedni program i możesz brać się do roboty. Inna sprawa – kiedyś tylko pewna grupa ludzi wydawała swoje utwory. Dziś jest ich 100 razy więcej,  ale cierpi na tym jakość muzyki. Ludzie bowiem, traktują ją głównie jako trampolinę promocyjną, co sprawia, że traci ona swoją duszę.

Czy zatem konieczny jest powrót do korzeni?

- Pracuję właśnie nad nowym numerem. Będzie on pewnego rodzaju pomostem między latami 90. a współczesnością. Fani zawsze cenili moje produkcję za to, że były gdzieś „po środku”. Kiedy np. grałem w klubie, ludzie mówili „to ten DJ Quicksilver, którego kawałek znalazł się na liście przebojów”, z kolei, gdy występowałem w telewizji mówiono „to ten gość, który gra w klubach”. Chciałbym więc ponownie złapać przysłowiowy „środek”. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Przyszedł właśnie czas na długie podsumowanie całości. Wybrałem jedynie trzy wywiady do przeanalizowania, ponieważ stały się one dla mnie punktem odniesienia w kwestii różnic między złotymi czasami muzyki tanecznej, a tym, co mamy obecnie. Zapewne nie zgodzili by się z tą teorią promotorzy eventów z rzucającym tortem Aokim, ale pal licho, moja strata. Wierzę jednak, że przeczytają to również osoby pamiętające sobotnie wieczory z Club Rotation,  którego częstymi bywalcami byli bohaterowie tego felietonu. Nieskomplikowane teledyski , w których próżno było szukać lejącego się szampana i gołych tyłków,  kawałki, których domeną była oryginalność, a przede wszystkim brak gwiazdorzenia ze strony naszych protagonistów – czy nie brakuje wam tego obecnie? Dlaczego tak często wspominamy o nowych numerach van Buurena, a zapominamy o tym, że Marusha w ciągu kilku ostatnich lat nagrała dwa świetne albumy (gorąco polecam „Heat” z 2007 roku oraz „Club Arrest” sprzed dwóch lat)?

Owszem, czasy się zmieniają, pojawiają się nowe technologie i sposoby promocji – naprawdę, nie mam nic przeciwko, wszak normalnym jest, że świat idzie do przodu, a nie cofa się wstecz. Problemem jest jednak wzmożona chęć do przecierania nowych szlaków. Bezpieczniej jest bowiem pozostać w strefie tego, co aktualnie modne, gdyż wybijanie się z tłumu rzadko bywa mile widziane. Wierzę jednak, że wśród czytelników tych wypocin znajdą się i tacy, którzy zamiast chwytać się sprawdzonych metod, będą woleli stworzyć własną jakość, nie bojąc się ryzyka. Ja jestem tylko zwykłym gryzipiórkiem, który ponad wszystko kocha muzykę, dlatego też chciałbym poprosić młodych producentów,  aby nikogo nie kopiowali i nie skupiali się jedynie na tworzeniu numerów, które przypadną do gustu właścicielom modnych labeli oraz posiadaczom kont premium w sklepach internetowych. Zycie jest przecież zbyt krótkie, aby płynąć z prądem i niech to będzie mottem mojego wywodu.

 

 

 

 

 

Autor: Elvis Strzelecki

Komentuj na forum

 

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4