Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5314
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Artykuly

Moim zdaniem, część 5 - Znikający punkt widzenia

Dodano 2014-03-04, o godzinie 18:45

Zdarzyło mi się nagrywać ostatnio jakieś gościnne sety, a jak wiadomo, savoir vivre tego przedsięwzięcia wymaga posiadania w miarę nowej muzyki. Kiedyś, będąc jeszcze transowym recenzentem DJmaga, nikt nie mógł mnie zagiąć. Dzięki kontaktom, jakie otwierało mi hasło „didżej magazin polend“ byłem na bieżąco ze wszystkimi wydawnictwami w branży, oczywiście, w przeważającej ilości miałem je przed piratami – co wtedy było wyznacznikiem prestiżu. Nie było kawałka, na temat którego nie posiadałbym opinii. Z czasem, kiedy uświadomiłem sobie, że mój punkt widzenia jest coraz mniej transowy, grzecznie podziękowałem za możliwość wyrażania swoich opinii na ogólnopolskich łamach. Kiepski jestem w udawaniu, a musiałbym udawać, że niby słyszę jeszcze coś interesującego w tych powielanych do znudzenia schematach.

Poszukiwanie muzyki. Beatport, jakieś zaległe promówki na mailu. Progressive house. Co to właściwie teraz jest? Szok, dramat, niedowierzanie. Tak zwany „Szwedzki house“, siekowata miazga to jest dziś progressive house? To tak jak dla niektórych waszych i moich znajomych Kalwi & Remi to techno. Spoko, jakiś margines. Później, w poszukiwaniu jakichś głębszych numerów to samo z deep housem. Wpadłem na forum, gdzie ludzie kłócili się o granice tego gatunku, że Anjunadeep za bardzo słodzi, a Claptone i jemu brzmieniowo podobni są za mało organiczni i ogólnie zamulają. To może Bondax i Disclosure? Litości. Sporo lamentów i tęsknota za czasami, kiedy najlepsze momenty przeżywało Naked Music. Czystym deep housem na pewno nie należy nazywać nic, co gra Tiesto, bo ten nawet gdyby nagle przeszedł kolejną dynamiczną metamorfozę i postanowił grać pieśni ludowe z każdego kraju na świecie - dodałby to swoje „stadionowe“ brzmienie z imprez dla dużej ilości naturalnych piękności typu Eliza z Warsaw Shore. W tym wypadku można wybaczyć zbyt oczywistą hitowość numerów wychodzących z Anjunadeep, ciągle jednak jest to kompromis, czyli stan, w którym obydwie strony co nieco tracą. Rozłam na „komercję“ i „underground“ wkroczył nawet do deep house’u. Świat jest szalony.

Na szczęście w odpowiednim momencie przypomniałem sobie, że Świat to nic innego jak zbiór subiektywnych opinii ubranych w słowa „prawda“ i „kłamstwo“ i przestałem się ciśnieniować nazewnictwem gatunków. To, że ktoś nazwie coś inaczej, niż ja to sobie wyobrażałem, w żaden sposób nie wpływa na rzeczywistość wokół mnie. W tym wypadku najlepiej skupić się na swoim punkcie widzenia na muzykę i starać się nie być frajerem, który narzuca swoją interpretację innym - w przeszłości wcielanie się w tę rolę przychodziło mi łatwo i zdarzało się dosyć często. Niewiele różniłem się od opętanych miłością do bliźniego i miłosierdziem Obrońców Krzyża. Powiedzenie „o gustach się nie dyskutuje” wciąż traktuję jak rzucenie białego ręcznika na ring, jak „zamawiam” podczas zabawy w berka – otóż, drogi czytelniku, dyskutuje/rozmawia się tylkoo gustach. Moim zdaniem to lipa, że Putin wjeżdża na Ukrainę, z punktu widzenia (gustu) kogoś innego wynika, że wojna to świetny zastrzyk dla ekonomii państwa, a przy okazji można jeszcze prężyć muskuły. Koniec politycznych wrzutek. 

Dziś lajtowo sugeruję: sprawdźcie najlepszy w mojej opinii deep house’owy album zeszłego roku „Porchlight and Rockingchairs“ od Jimpstera. Możecie z ciekawości porównać tą piękną, organiczną, pełną oryginalnych pomysłów muzykę z tym, co gra Tijs, chociaż zdarza mu się produkcje Jimpstera pocisnąć - to jest zdanie, które trudno było mi sobie wyobrazić. Gdyby ktoś w 2008 powiedział mi „Tiesto gra Jimpstera“ pomyślałbym, że jednego z tych panów solidnie wykręciło. W tej sytuacji konsekwencja Jimpstera jest godna podziwu. Nawet okładka ostatniego albumu jest klasą samą w sobie, gdzieś daleko od lansujących swoje mordy w discopolowej konwencji transiarzy.

 


 

Jak poradzić sobie z nawałem trefnie ometkowanej muzyki? Robić swoje. Uwielbiam dj-ów, którzy łączą ze sobą różne gatunki muzyki, szukając w nich wspólnego mianownika, podobnego klimatu. Niesamowitym przykładem jest Gilles Peterson, wraz ze swoim mottem zapożyczonym od Afriki Bambaaty - „Looking for the perfect beat“. Przez ponad 25 lat kariery dj-a i radiowca człowiek ten uczestniczył w niejednej muzycznej rewolucji, od klasycznych już albumów Eryki Badu po nowoczesne, przećpane pomysły Flying Lotusa. Od Acid Jazzu poprzez beatową rewolucję Dilli aż do wyciągniętego z Chicago footworku. W tych wieloletnich poszukiwaniach ciągle towarzyszy mu pasja. 

Tak w ogóle, to mam nadzieję, że ludzie, których twórczością się jaram, są wobec mnie szczerzy, że tworzą to, co tworzą aby dać ujście swojej pozytywnej energii, obojętnie jaką formę ta moc przybiera w świecie zewnętrznym (dowolny gatunek muzyki, malarstwo, taniec). Wierzę w posiadanie zmysłu, który wyczuwa energię płynącą z kreatywnej pracy. Imponuje mi siła bijąca z muzyki, poświęcenie twórcy, pewność obranego przez nich kierunku, ta doza „szaleństwa”, konsekwencje w dążeniu do celu. Jeżeli ktoś gra stadionowy trance a za chwilę ciśnie już „deep house“ to wyczuwam fałsz. Inny gra rurę, później zakochuje się w transie to jest ok, ewolucja, ale jeżeli ta sama osoba kilka lat później znowu drze ryja do mikrofonu w akompaniamencie brzmienia Klubbheads w jakiejś wiejskiej potupai, wniosek dla mnie jest oczywisty - cała ta metamorfoza była ściemą i koleś znika z obszarów mego zainteresowania. Kiedy słyszę szczerość, z głośników wylewa się pasja to po plecach przechodzą dreszcze. Tyle opisu zachodzących we mnie procesów fizjologicznych. Muzyka ma niesamowitą moc.

 


 

Jeżeli jestem już przy szczerości artystycznej, to muszę się przyznać, że kiedyś miałem problemy z zaakceptowaniem tego, że np. taki Nic Chagall tworzył sporo komercyjnej łupanki, no jak to? Tak dobry producent, tak soczyste brzmienie i wciela się w rolę wyrobnika produkując takie rzeczy jak Charly Lownoise & Mental Theo? Starsplasha? Dziś patrzę na to inaczej – jeżeli komuś przychodzi z łatwością tworzenie w celu zarobkowym – proszę bardzo. Lepsze to niż stanie na kasie w tesco. Wtedy „tylko” ulatuje cała ta magia z tworzenia czegoś wyjątkowego, wyrażania się, wysyłania w świat pozytywnego wajbu, ale to wiadomo, jakieś idealistyczne widzenie świata, które jeszcze funkcjonuje w mojej głowie niezmącone ekonomicznym podejściem do tzw. „prawdziwego” życia.

 


 

Punkt widzenia jest kwestią wyboru. W Święta tradycyjna posiadówka u mnie przerodziła się w jedną z największych domówek, w jakiej uczestniczyłem, a, nie chwaląc się, przeżyłem studia, aftery w hotelach po eventach itd. Rozmowa koleżanki z kumplem.

Ona - Święta się zaraz kończą i trzeba wracać do roboty... a ty czym się zajmujesz?
on - śpiewam, nagrywam muzykę, tańczę.

Zderzenie dwóch kompletnie innych spojrzeń na życie. Kiedyś wykładowca od logiki opowiedział historię, jak rozkminiając teorię względności w pociągu zamyślony sięgnął po papierosa. Pojawia się konduktor.

K : tu nie można palić.
W: Jest pan w błędzie. Mam zapalniczkę, papierosa, powietrze, które sprawi, że płomień się utrzyma. Mogę zapalić, ponieważ wszystkie warunki zostały spełnione, ale nie powinienem, gdyż w tym miejscu obowiązuje zakaz - to jest prawda w sensie logicznym.

Starczy tych scenek, zanim pomyślicie, że mnie całkowicie $@%$^*^@! przejdę dalej.


 

Po ostatnim artykule było sporo zamieszania. Pojawiły się różne komentarze, łącznie z tym, że ten portal schodzi na psy, a mój artykuł to „brutalny atak“. Hej, poczułem się jak pieprzony Vinnie Jones :)

Serio, kiedyś zdarzało mi się bardzo przejmować negatywnymi opiniami. W 2008 pisałem relację z Trance Energy i zostałem posądzony o plagiat. Koleś na innym portalu napisał niemal identyczny tekst, mój pech polegał na tym, że to moja ukazała się dzień czy dwa później. Byłem w szoku, bo autentycznie tekst był bliźniaczo podobny. Zaczęła się jazda po mnie na forach, co było dosyć słabą akcją. Obydwaj pisaliśmy po prostu na tym samym poziomie, zaczynało się od wstępu, zagrał ten, zagrał to, później zagrał tamten, było super, szkoda, że już koniec itd. Powiedzmy sobie szczerze: obydwa teksty były tak samo *ujowe. Dla mnie był to niesamowity impuls do pracy nad swoim stylem, od tamtej pory żadna moja relacja nie wyglądała tak samo. Typ nie odpuszczał i jechał jeszcze po moich wywiadach, ale już miałem na to wywalone, dobra lekcja. Dlatego, jeżeli ktoś pisze, że przestał czytać poprzedni artykuł po tym, jak napisałem „darujmy sobie liczbę fanów na fejsie, dziś kupić można wszystko“ wiem, że ten ktoś nie zdaje sobie sprawy z tego, że nawet ja, niespełna 7000 odtworzeń na soundcloudzie, dostaję masę propozycji a propos kupienia wyświetleń, odsłuchań, lajków. Ktoś kto ma 70 000 czy 170 000 dostaje ich jeszcze więcej. Niektórzy korzystają. W ten oto błyskotliwy sposób autor artykułu nawiązał do pozornie bezsensownej historyjki o sporze konduktora i logika. Typ wybrał nie czytanie mojego artykułu, jego sprawa. Mam nadzieję, że nie marnuje swojego czasu na czytanie tego tekstu, to by było... nielogiczne w sensie ścisłym ;)

Weźmy takiego Tiddeya. Kolejny punkt widzenia. Główny bohater mojego poprzedniego tekstu udzielił głośnego wywiadu portalowi natemat. Pisanie kolejnego artykułu o tej postaci byłoby kopaniem leżącego (chociaż można byłoby napisać polemikę w stosunku do KAŻDEGO wypowiedzianego przez niego zdania), ale zawsze, kiedy w mojej głowie zapali się lampka z napisem „too much bullshit“ odpalam edytor tekstu tak jak Bruce Wayne zakłada pelerynę. Otóż Darek żyje w wojennej rzeczywistości, w której chce naprawiać ludziom IQ poprzez szerzenie muzyki trance. Czułem się, jakbym czytał zapiski powstańca prosto z okopów, niesamowite rzeczy. No i Tidi ma najlepszych fanów na świecie, rok temu był bardzo daleko, ale teraz pomyśleli, że zagłosują na niego bo Top 100 bez Darka to jak człowiek słuchający popowej papki - coś z nim nie tak i trzeba mu pomóc włączając Manieczki, ucząc szacunku do historii i tradycji. „Siostro! Proszę podać pacjentowi set DJ-a Krisa z 2002! Natychmiast! To jest wojna!“. 

Jeden cytat kasuje jednak wszystko:

„Nie możemy też zapomnieć o chłopakach z Clubbasse, którzy od ponad roku toczą własną walkę o przywrócenie szybszej muzyki klubowej na salony. Ich Pumpingland, czy Retro Time In Attack, przywracają nie tylko najlepsze tradycje Love Parade, czy Mayday, ale również szybkiego, energetycznego, pompującego house, jak i trance.“

Posłuchajmy trochę tej fantastycznej muzyki, którą w tak namiętnych słowach opisuje Tiddey. 



Widać, że poprawa klubowego IQ idzie w dobrym kierunku! Prosto na salony...


 

Mi wypada się cieszyć, że żyję w świecie, w którym wszyscy moi znajomi wiedzą np. co to jest Moderat. Czasami, kiedy spotykam ludzi, którzy nie mają o tym pojęcia, czuję się dziwnie, muszę sobie wytłumaczyć, aha, stary, jednak nie wszyscy słuchają elektroniki, ok. Staram się gromadzić wokół siebie jak najbardziej pozytywne, otwarte, kreatywne osoby, pewnie też po to, aby udowodnić sobie, że mój punkt widzenia jest jednak spoko, radzę Wam robić to samo. Dzięki, że jesteście moi ludzie :) Peace, Love & Music.

 

 

 

 

Autor: Piotr Truszkowski

Komentuj na forum

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4