Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Irregular Synth

Irregular Synth karierę DJ'ską rozpoczął w bardzo młodym wieku w Neapolu, miastu, z którego pochodzi wielu znanych artystów gatunku Techno. Dziś, dzięki swojemu unikalnemu talentowi, ciężkiej pracy, niezliczonych sukcesach oraz bogatych muzycznych korzeniach, Irregular Synth jest w czołówce najszybciej rozwijających się i rozpoznawanych artystów na scenie.

Czytaj

Blank & Jones

Legendy muzyki elektronicznej i twórcy wielu znakomitych, klubowych przebojów. Piet Blank i Jaspa Jones, to duet którego nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Po 8 latach pracy nad innymi projektami, Piet i Jaspa powracają do korzeni wraz z nowym, studyjnym materiałem pt. "#WhatWeDoAtNight", na temat którego i nie tylko zadaliśmy im kilka pytań.

Czytaj

Frankyeffe

Frankyeffe jest zdecydowanie jednym z najbardziej interesujących włoskich producentów na europejskiej scenie techno. W 2015 roku wydał swój debiutancki album pt. 'Trenta', który już w marcu promował będzie na imprezie w Krakowie podczas drugich urodzin kolektywu Solid Techno Kick.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5249
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Albumy

Solarstone - ..---

Dodano 2018-07-09, o godzinie 07:21

Solarstone to alias twórcy, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Jego olbrzymi wkład w rozwój muzyki trance bywa nieoceniony, a styl muzyczny jest jego wizytówką już od pierwszego dźwięku. Mając na koncie niezliczoną liczbę singli, remixów, kompilacji i samych autorskich albumów, pionier nurtu pure trance przyszykował kolejną bombę wszystkim fanom. Po dość niespodziewanym pojawieniu się krążka - umownie nazwijmy go „z różową okładką”, do serii płyt dołącza niebieska okładka - czyli „. .- - -„.

 

 

To właśnie następna w kolejności kompozycja 8 numerów jest dzisiejszą bohaterką tekstu. I znów, jakby z uporem maniaka Solarstone serwuje soczyste, bardzo charakterystyczne melodie z dużą dawką eklektyzmu, przyswajalnego dla wielu słuchaczy. Ten nieodzowny styl pozwala nam za zarażenie trancem sporej grupy osób dookoła nas, a samemu Richowi na następny sukces. Kariera artystyczna nabrała tempa już jakiś czas temu a od tamtej pory artysta nie zwalnia ani na moment. Po przygodzie z krążkiem „. - - - -„, naturalnym staje się fakt, że Mowatt pozostał w kanonie poprzednika, a następujące po sobie utwory kontynuują narzuconą etiudę dźwięku. Od samego początku muzycznie nie da się nie odnieść wrażenia, że „gdzieś to już słyszałam” - Solarstone jest do bólu dokładny, tożsamy z muzyką za jaką został pokochany. Pytanie tylko, ile można tworzyć dzieł na tą samą mantrę? Czy przypadkiem źródło nie wyczerpało swoich pokładów? O ile można szczerze powiedzieć, że krążek broni się brzmieniem w każdej (prawie) sekundzie, o tyle nieznośna lekkość pure trance jest na ewidentnym wykończeniu. Ciągle mam wrażenie, ze słyszę kolejne wariacje na temat, a misja „kontynuacja” jest bardziej czymś w rodzaju delikatnych poprawek poprzednika. To jest spory zarzut, ale fani konkretów od Richa z pewnością znajdują w tych dźwiękach to, co wciąż ich przyciąga.

8 numerów to dość krótka historia - od wakacyjnego Midsummer Nights, przywołujące na myśl słoneczny odpoczynek w nadmorskim kurorcie, poprzez lekko progresywne, wokalne Shards, mijając skądinąd bardzo ciepło przyjęte, innowacyjne Thank You, dochodząc do mojego faworyta - Shield Part II - znacznie lepszego od 1 części, bardziej dojrzałego wcielenia swojego pierwowzoru. Ujmuje od 40 sekundy, gdy artysta zdecydowanie zwrócił się ku kompletnej reinterpretacji. Cudo, pięknie wykonane, opakowane w doskonałe melodie - tego właśnie trzeba w twórczości producenta - powiewu nowoczesności.

Po tak optymistycznej historii napotykamy na Jonathana Mendelsohna - którego personalnie jestem zadeklarowaną antyfanką (słyszałam go na żywo, był absolutnie beznadziejny), z czym się nie kryję i czego mam kolejne potwierdzenie w postaci zupełnego położenia następnego numeru. Zdecydowanie This Is Where It Starts to najgorsza, ckliwa, infantylna melodyjka, która w zupełności psuje odbiór płyty jako spójnej historii. Jestem aż zła, że tak wybitny artysta zdecydował się na implementowanie tak badziewnego przerywnika. Nie porywa, nie wchodzi za 5, 10 czy 40 razem - numer to padaka na całego, a Mendelsohn dowodzi, jak dramatycznym wokalistą jest. Cóż, jak na 8 numerów, jeden kiepski nie jest olbrzymim błędem, jednak powyższa aranżacja skutecznie zabiła we mnie chęć powtórnych odsłuchów. Na szczęście po tych niespełna 6 minutach męki następuje zamknięcie w postaci 2 ostatnich numerów - Motif - z molowym, smutnym, wręcz depresyjnym rozpoczęciem, które zabiera słuchacza w odległą galaktykę. Numer znakomicie nadawałby się jako soundtrack filmu o innym świecie. Zamazuje skazę wokalnych uniesień, powracając do trybu dobrze naoliwionej maszyny. Pomału dobiega końca ten krótki epizod, a na zakończenie jeszcze jedna przystawka wokalna - Meredith Call. I o ile mocno pasuje głosowo do numeru który współtworzy, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdzieś to już słyszałam, że chyba podobny kawałek zaserwował kiedyś Ferry Corsten, że Without You stoi nieco w opozycji dla Shards czy I Want You Here, co znów zasiewa we mnie ziarno niepewności - w jakim kierunku próbuje poprowadzić swoją karierę Solarstone i czy aby samodzielnie nie znudził się już schematycznością, w jaką stopniowo popada?

Pozostawiając recenzję bez wielu odpowiedzi, podsumowując całokształt, nie sposób nie powiedzieć, że to kolejne, bardzo udane przelanie talentu twórcy na płytę. Jeśli jednak rzeczywiście Rich nie znajdzie świeżości, może pomału odcinak kupony sławy, zjadając swój własny ogon. Przy dużej dozie kredytu zaufania wierzę, że tak zdolny człowiek w końcu odnajdzie innowacyjny upust swoich możliwości. Tymczasem krążek ląduje na półce, a w odtwarzaczu jedynie Shield, które w mojej ocenie podnosi znacząco wrażenie artystyczne.

 

 

 

 

Ocena: 7,5/10 - to wciąż bardzo dobry Solarstone, tylko zbyt zapętlony w jednorodność.

Autor: Iwona Ressel

Komentuj na forum

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4