Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5314
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Albumy

ilan Bluestone - Scars

Dodano 2018-05-21, o godzinie 07:38

Potężny filar jednej z najważniejszych dla gatunku wytwórni – Anjunabeats, postanowił przypieczętować swój dorobek ważnym, brakującym ogniwem w postaci solowego, debiutanckiego albumu. Ilan Bluestone, bo o nim mowa, to człowiek orkiestra z ogromnym zaangażowaniem w muzykę. Stoi za wieloma ważnymi momentami w dziejach swojej alma mater, poniekąd stojąc w cieniu sławniejszych, bardziej rozchwytywanych kolegów. Niezwykły talent, który w każdym momencie kariery idzie pod prąd trendom, a przy tak trudnym zadaniu, jakim jest tworzenie spójnego krążka, przedstawił fanom przemyślany materiał na bardzo wysokim poziomie.

Klasa sama w sobie – to chyba najbardziej trafny komplement pod adresem Brytyjczyka. „Scars” już samą okładką zwraca na siebie uwagę, chociaż wciąż bardzo dużo w niej ‘anjunowych’ wpływów. Tuż po wzięciu płyty w dłoń wiadomo nieco więcej – patrząc na szatę graficzną nie sposób nie odnieść wrażenia, że czeka nas spotkanie z muzyką wartościową, nie przytłoczoną otoczką „sprzedawalności” a nastawioną na sukces merytoryczny. Dla Bluestone’a ma bronić się muzyka a nie hype nakręcony przed wydaniem. Tuż przed premierą otrzymaliśmy kilka podpowiedzi w postaci singli z płyty. Taka wizytówka pomogła we wstępnym wyrobieniu opinii jeszcze przed pojawieniem się na świecie dopieszczonego wydawnictwa Ilana. Fani z pewnością chcieli usłyszeć produkcje w stylu poprzednich singli i tu punkt dla artysty – nie odszedł on od swoich korzeni. Mocne, wokalne „Let Me Know” jest doskonałym ujęciem całości krążka, w 100% przypominając w jakim labelu został on wydany. Typowe aranżacje wyłapać można na każdym numerze, co w ogólnym rozrachunku musi zwiastować zwycięstwo. Producent ujarzmił swój talent na miarę możliwości, serwując smaczny, zwarty zestaw nie tylko na lato.

Przyznam jednak szczerze – na samym początku trudno było mi załapać styl tego albumu. Ciągle coś wybijało mnie z rytmu słuchania, a największym zarzutem, jaki mogłam postawić był fakt, że numery są ułożone mocno przypadkowo, w zasadzie nie tworząc konceptu, na co liczyłam. Nie poczułam historii, logicznego opowiadania. Jęk zawodu? Za duże słowo - to przeświadczenie nie minęło, ale nauczyłam się słuchać „Scars”, układając w głowie własny, logiczny ciąg ‘wydarzeń’. Finalnie płyta zagrała w mojej głowie, i to jak! Przez odkładanie jej w czasie mam lekkie wyrzuty sumienia, bo przecież kwestia ułożenia utworów nie powinna mieć żadnego znaczenia. Przez ten zabieg o mało nie przegapiłam fenomenalnego utworu „Cosmic Feeling” – a jakie to jest dobre, ile ma miodu, ile jakości – o tym musicie się samodzielnie przekonać! Brzmienie z lat 80’, niezwykła linia melodyczna, skrojona w całości na gotowy hit. Ten numer to pewniak na singiel, chociaż z 15 kawałków, tak naprawdę większość mogłaby nim zostać – mówię to bez jakiejkolwiek przesady. Mamy do czynienia z kilkunastoma produkcjami na poziomie absolutnie światowym – tu mowa o „Guru” – kolejnym nieco mrocznym numerem z dalekowschodnimi elementami, czy zgoła odmienne „Frozen” – radiowe, zróżnicowane w brzmieniu w całej aranżacji. Owszem, słabsze punkty też mają swoje miejsce – jak chociażby „Another Love” – numer z potencjałem, ciekawym brzmieniem, nieco trącący obecnym Corstenem, jednak opatrzony drażniącym wokalem Koven stał się niesłuchalny, a przynajmniej dla mnie nieakceptowalny. Natychmiast w sukurs przychodzą kolejne dwie perły - soundtrackowy, filmowy i zamykający jednocześnie „Eclipse”, który w pas nie kłania się utworom największym tuzom muzyki filmowej i otwierający krążek naprawdę ciekawy, breakbitowy, tytułowy „Scars”.

Album idealnie trafia w gusta osób które od początku są świadome pewnych typowych dla wytwórni elementów. Które wiedzą, że czeka ich historia przepełniona trance’m w lekko odmłodzonej wersji, bez upliftowych zapędów, z delikatnie progresywnym stylem, niejako wciąż trudnym do wzięcia w jakiekolwiek gatunkowe ramy. Bo to nie jest czysty trance, nie jest to wersja 2.0, jest to „Ilan Bluestone” i właśnie w jego indywidualny szablon trzeba włożyć tę muzykę. Niepowtarzalną, niekiedy uporczywie lekką, a jednocześnie bardzo słuchalną i namawiającą do częstych reminiscencji. Krążek nie będzie nowym otwarciem w historii elektroniki, jednak z czystym sumieniem mogę polecić i podpowiedzieć, by nie odrzucać materiału po pierwszej przygodzie. Gwarantuję, że w sprzyjających okolicznościach „Scars” stanie się bardzo dobrym przyjacielem.


 

 

Ocena: 8/10

Autor: Iwona Ressel

Komentuj na forum

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4