Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5314
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Albumy

Kyau & Albert - Matching Stories

Dodano 2017-10-31, o godzinie 10:13

Kilka dni po zamknięciu tego tekstu dostajemy wiadomość, że duet który stoi za muzycznym zamieszaniem pod nazwą „Matching Stories”, odwiedzi nasz kraj w ramach cyklicznej imprezy Tranceformations. To najlepsza reklama materiału i fakt, że dwójka weteranów sceny trance’owej ma się dobrze i nie spoczywa na laurach. 

 

 

 

20 lat w przemyśle muzycznym, 8 długogrających płyt, mnogość singli, jeszcze więcej remixów, a przede wszystkim niepodważalna naturalność, to klucz do sukcesu producentów spod szyldu Kyau & Albert. Niemcy nieprzerwanie od debiutu udowadniają, że ich siłą napędową nie są produkcje dla mas, kurczowo trzymając się obranej drogi. Konsekwencja i upór daje im coś, czego pragnie wielu twórców muzyki – rozpoznawalność, uznanie i suport największych. Być może wciąż nie są w miejscu na jakie zasłużyli, ale widać, że wcale im to nie przeszkadza. Album „Matching Stories” to zbiór przyjemnych w odbiorze elementów, układających się w zgrabną i smaczną historię, w której – być może to slogan – ale naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Przyznam bez bicia, zawsze w ich twórczości brakowało mi dopełnienia, być może pazura, albo chociaż ponadczasowego i legendarnego singla. Tymczasem zespół nigdy nie pokusił się o bangera, scenicznego wymiatacza, który wywinduje ich w hierarchii artystów. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że nie mają parcia na szkło, co wyczuwa się w muzyce i co naprawdę było dla nich i dla słuchacza zbawienne. Gdy światło dzienne ujrzało ich najmłodsze dziecko – Matching Stories, wiadomym stało się, że solidne granie dostajemy w gwarancji. 

Płytę rozpoczyna łagodna melodia, kojący wokal i typowe brzmienie dla duetu. Żadnych nieprzewidzianych odchyłów od normy, solidna konstrukcja, charakterystyczny wydźwięk z ogromnym powiewem wakacji. Po pierwszym utworze mam pewność – fani aranżacji spod szyldu Euphonic będą usatysfakcjonowani taką konsekwencją. Nagle jednak w twórczości Niemców coś zaczyna nabierać innego kształtu, odwracać uwagę od spójności. Postawienie na wokal męski z przeplatywaniem angielskich i niemieckich wersetów może z początku wydawać się nieco karykaturalne, ale dla mnie to właśnie „Mein Herz” zapadło w pamięć i wtóruje każdemu zapętlaniu krążka. Kolejne produkcje zahaczają właściwie o każdy znany aspekt twórczy chłopaków, nie dając powodów do rozczarowań. Gdzieniegdzie płyta trąci Mattem Dareyem i jego longplayem „Blossom and Decay”, słyszalna jest również inspiracja stylem Super8&Tab czy Ronskiego Speeda. To wszystko daje poczucie naprawdę kompletnego dzieła, utrzymanego w ryzach melodic trance’u. 

To, co jest gwarantem sukcesu dla „Matching Stories”, z pewnością bywa marzeniem każdego twórcy. Obecność singli w audycjach Armina van Buurena czy Above&Beyond zdaje się tylko zaświadczać o umiejętnościach i wyczuciu artystów. Balans pomiędzy tradycją a futuryzmem przynosi efekty a przygoda z muzyczną lekturą nie męczy, jest doznaniem przyjemnym i niezwykle relaksujcym. Od pierwszej sekundy pochwalam mastering – jeśli sprzęt słuchacza bywa wrażliwy na wszelkie dysonanse, tu nie ma możliwości na ich uświadczenie. Ci panowie w branży to niezwykle wysoka półka, jeśli mówimy o poziomie aranżowania. I chociaż na ich najnowszym ‘dziecku’ zadziwia mnie eklektyzm, zdecydowanie błędnym będzie powiedzenie, że próbują chwytać kilka srok za ogon. Bardzo dobrze przemyślany zabieg przeplatywania numerów mocniejszych z tymi kojącymi, co więcej: z elementami novum, które teoretycznie nie ma szans na ujawnienie się w odrobinę hermetycznej stylistyce muzyki elektronicznej, to coś więcej, niż poprawność – to sukces.

Zarzutem, który zauważalny będzie dopiero po kilku odsłuchach jest fakt, że płyta gra odrobinę za długo, a materiał został momentami przemieszany zbyt skrajnie. Dopóki ciekawie przeplatają się rytmy i ‘lewitują’ gdzieś pomiędzy technicznymi utworami a tymi delikatniejszymi, nie jest to wadą, jednak w pewnym momencie w głowie świta pomysł, by zrewolucjonizować playlistę i zestawić to na swój sposób, żeby krążek ułożył się w koncept, miał rozpoczęcie, rozwinięcie i zakończenie. Właśnie tej konsekwencji w poukładanym świecie Kyau & Alberta mi zabrakło. Fakt, ze wiele singli dane było usłyszeć już wcześniej i wciąż żaden nie jest światowym hitem który w odległej przyszłości ma szansę wbić się w pamięć jako szlagier może kolejny raz zadecydować, że ten album będzie następnym w dorobku chłopaków, który pokryje się kurzem. Niemniej jednak dla słuchacza to mocna i ciekawa propozycja na kilka następnych tygodni i właśnie za tą dokładność i nieugiętość pod wpływem mainstreamu, należą się Niemcom gratulacje. 

 

 

 

Ocena: 7/10

Autor: Iwona Ressel

Komentuj na forum

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4