Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Irregular Synth

Irregular Synth karierę DJ'ską rozpoczął w bardzo młodym wieku w Neapolu, miastu, z którego pochodzi wielu znanych artystów gatunku Techno. Dziś, dzięki swojemu unikalnemu talentowi, ciężkiej pracy, niezliczonych sukcesach oraz bogatych muzycznych korzeniach, Irregular Synth jest w czołówce najszybciej rozwijających się i rozpoznawanych artystów na scenie.

Czytaj

Blank & Jones

Legendy muzyki elektronicznej i twórcy wielu znakomitych, klubowych przebojów. Piet Blank i Jaspa Jones, to duet którego nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Po 8 latach pracy nad innymi projektami, Piet i Jaspa powracają do korzeni wraz z nowym, studyjnym materiałem pt. "#WhatWeDoAtNight", na temat którego i nie tylko zadaliśmy im kilka pytań.

Czytaj

Frankyeffe

Frankyeffe jest zdecydowanie jednym z najbardziej interesujących włoskich producentów na europejskiej scenie techno. W 2015 roku wydał swój debiutancki album pt. 'Trenta', który już w marcu promował będzie na imprezie w Krakowie podczas drugich urodzin kolektywu Solid Techno Kick.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 5206
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1029

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Albumy

Armin Van Buuren - The Best of Armin Only

Dodano 2017-07-20, o godzinie 08:56

Nie ma w historii portalu Globaltrance artysty, którego dzieła częściej bralibyśmy pod lupę niż tego człowieka. Statystycznie kilka razy do roku dzięki coraz to nowym albumom/kompilacjom/projektom Armina Van Buurena, my recenzenci mamy o czym pisać, słuchacze czego wyczekiwać, a wydawcy co planować i zliczać. Lato 2017 to czas, w którym Holender prezentuje swoje najnowsze dzieło – dumnie brzmiącą kompilację „The Best Of Armin Only”.

 

 

Czym jest samo Armin Only nikomu nie trzeba zanadto przybliżać – całonocne show artysty towarzyszące jego kolejnym autorskim krążkom. Przy okazji premiery ostatniego albumu „Embrace” i Polska znalazła się na festiwalowej mapie Holendra, konkretnie 14 maja 2016 roku w gdańskiej Ergo Arenie. Organizacyjny rozmach, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach show, świetne pokazy laserów – to od dawna łatki, które w ciemno można przypinać imprezom z AvB w roli głównej. Wracając jednak do samego dysku, bo to on jest przedmiotem dzisiejszym recenzji…        

 

CD 1

Kompilacja ma – przynajmniej według nazewnictwa i założeń – jasno określoną tematycznie konstrukcję podzieloną kolejno na ‘Exclusives’ oraz ‘Classics’. Pierwszy dysk rozpoczynamy szybkim ‘przelotem’ przez 5 epickich produkcji każdorazowo związanych głównie z autorskimi albumami Holendra. Warstwa muzyczna odzwierciedla to, co każdy anthem powinien w sobie zawiera: wzniosłość, epickość, rozwlekłe budowanie klimatu. Wszystko brzmi fantastycznie, gdyby nie telegraficzny skrót, który dość zbójecko obdziera każdy z tych kawałków ze swojej autonomicznej duszy („Sail” o zgrozo, trwa zaledwie minutę!) – i choć od „Embrace” czas wydłuża się do ok. 4,5 minuty, to wciąż stanowi namiastkę pewnej otoczki która zawsze elektryzowała publiczność.

Po tej kilkuczęściowej uwerturze przechodzimy do głównej części dysku z ekskluzywami. Generalnie wprawionym słuchaczom wystarczy pobieżny rzut oka na TL by rozpoznać większość tytułów. Niestety, powiedzmy sobie szczerze już na wejściu, lwia część z nich ma niewiele wspólnego z transową stroną artystycznej działalności Holendra. I tak oto czeka nas dość szybka podróż pomiędzy ciepłymi, radiowo-wokalnymi kawałkami okraszonymi porcją dość agresywnych bitów za sprawą nowych remiksów/wersji/editów. Nie brzmi to źle, jako jednorazowy ‘umilacz czasu’ jak najbardziej zdaje swój egzamin, niemniej już za 3-4 odsłuchem podobny schemat powoli nuży, a wokalizy niekiedy wręcz irytują. Pierwszy większy sentyment na pewno pojawi się przy „In And Out Of Love” lub przy następującym tuż po nim „Orbion” – niestety nawet po odnalezieniu materiału wpasowującego się w swój gust, nijak nie unikniemy bolączki czasu jego trwania, który przy skoncentrowaniu 19 utworów na dysku daje wynik w okolicach średniej 3-4 minuty. Mknąc dalej, napotkamy też najnowsze produkcje Armina w postaci całkiem przystępnego „I Live For That Energy”, znacznie słabszego „Dominator” czy psytransowego „Great Spirit”, w kolaboracji ze zbijającymi ostatnio rekordy popularności Vini Vici. Taki oto misz-masz zarówno jeśli chodzi o rozstrzał gatunkowy, jak i jakość utworów towarzyszy nam do końca dysku, który zamyka mash-upowa wersja „This Is What It Feels Like” - gdzie połączenie radosnego głosu Trevora i popowej melodii z potężnym bigroomowym kickiem pasuje, jak nie przymierzając, pięść do oka.   

Dla kogo zatem skierowana jest taka eklektyczna pigułka w postaci CD 1? Myślę że dla osób, które po prostu uwielbiają muzykę i samą postać Armina i chcą mieć kolejną, skondensowaną do granic możliwości porcję jego bogatej dyskografii we wszystkich stylach, których Holender imał się w trakcie swojej kariery. Znajdziemy tu oczywiście trance, duże porcje popowych naleciałości, liczne wokalizy, elementy bigroomu czy nawet śladowe ilości psytrance’u. Jeśli ktoś lubi do tego dynamicznie zmiany numerów i brak miksu, to taki rollercoaster może się spodobać.       

CD 2

Zacznijmy może od tego, co na dysku numer 2 może budzić zastrzeżenia. Płyta z klasykami zawiera mniej utworów, konkretnie 15, niemniej jej pojemność z nieznanych przyczyn nie została wykorzystany do optimum – 62 minuty to niewiele w porównaniu z tym, że część kawałków trwa 3-4 minuty a wrzucenie ich rozwiniętych wersji nie wymagało raczej zbyt wielkich nakładów. Także pojęcie ‘klasyk’ zostało tu według mnie w kilku przypadkach mocno naciągnięte, a punktując konkretami, np. „Another You”, „If It Ain’t Dutch” czy „Heading Up High”w remiksie First State zarówno swoim charakterem muzycznym, jak i czasem wydania zdecydowanie bardziej nadają się do pierwszego dysku.

Przejdźmy do plusów, bo o tych znacznie lepiej pisać: „Hymne”, „Sail” w oryginalnej wersji i cała końcówka dysku od „This World Is Watching Me” - to w zasadzie fundament na którym można oprzeć wszystko co dobre na CD 2. Stanowi on też pewien rozdział z encyklopedii klasycznych utworów Armina, na bazie których zyskał on ogromną popularność. Kawałki pokroju „Serenity”, „Blue Fear” czy „Communication-Part 3” pomimo upływu kolejnych już lat nie tracą na swojej jakości i za każdym razem cieszą ucho prawie tak jak przy pierwszym poznaniu. W zasadzie nie ma tu znaczenia kolejność, nie ma znaczenia brak przejść – warstwa muzyczna broni się sama. Doskwiera tylko ta 3-4 minutowa długość, która nawet mimo braku regularnego miksu nie pozwala na pełne rozpędzenie się długim, konsekwentnie budującym klimat kompozycjom.   

Podsumowując, troszkę szkoda niekonsekwencji i mieszania utworów na obu dyskach, bo mamy kolejną kompilację gdzie odnoszę wrażenie, że Armin próbuje upiec kilka pieczeni na jednym ogniu i pojedynczym wydaniem zadowolić i fanów klasycznego stylu, i generację słuchaczy jego nowej twórczości. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale z pewnością wygodne, bo bez wątpienia każdy na The Best Of Armin Only znajdzie coś dla siebie.  

 

  

 

 

 

Ocena: CD 1 – 5.5/10; CD 2 -7/10

Autor: Sebastian Zieliński

Komentuj na forum

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4