Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Irregular Synth

Irregular Synth karierę DJ'ską rozpoczął w bardzo młodym wieku w Neapolu, miastu, z którego pochodzi wielu znanych artystów gatunku Techno. Dziś, dzięki swojemu unikalnemu talentowi, ciężkiej pracy, niezliczonych sukcesach oraz bogatych muzycznych korzeniach, Irregular Synth jest w czołówce najszybciej rozwijających się i rozpoznawanych artystów na scenie.

Czytaj

Blank & Jones

Legendy muzyki elektronicznej i twórcy wielu znakomitych, klubowych przebojów. Piet Blank i Jaspa Jones, to duet którego nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Po 8 latach pracy nad innymi projektami, Piet i Jaspa powracają do korzeni wraz z nowym, studyjnym materiałem pt. "#WhatWeDoAtNight", na temat którego i nie tylko zadaliśmy im kilka pytań.

Czytaj

Frankyeffe

Frankyeffe jest zdecydowanie jednym z najbardziej interesujących włoskich producentów na europejskiej scenie techno. W 2015 roku wydał swój debiutancki album pt. 'Trenta', który już w marcu promował będzie na imprezie w Krakowie podczas drugich urodzin kolektywu Solid Techno Kick.

Czytaj

Pathar & Rooreck (Solid T

W dniu dzisiejszym mamy niezwykłą przyjemność przeprowadzenia wywiadu z założycielami krakowskiego kolektywu Solid Techno Kick, którzy powracają na łamy portalu w mocnym stylu prezentując swój najnowszy podcast, będący swego rodzaju preludium do wydarzenia które przed nami.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 4917
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 124
  • Ilość recenzji: 1021

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Albumy

Solarstone - .----

Dodano 2017-06-01, o godzinie 09:20

Wydawać by się mogło, że na ten album nie przyszło nam długo czekać. Po sukcesie odmiennego dla publiczności „Pure”, Rich Mowatt spijał śmietankę chwały przez dłuższy czas, z jeszcze większym powodzeniem zaszczepiając w fanach stylistykę czystego trance’u podawanego na krążkach miksowanych przez uznanych przedstawicieli gatunku. Rok rocznie, każdy wolumin Pure Trance zdawał się jeszcze bardziej dodawać wartości Solarstone’owi. Po 5 edycjach pojawiło się grono osób twierdzących, że muzyk zaczyna zjadać swój własny ogon.

Czy Mowatta stać jeszcze na odbicie się od ram w których utknął i stworzyć materiał na miarę jego klasowości, rozmiaru gwiazdy i umiejętności? Z odpowiedzią przychodzi nieco niespodziewany album o wdzięcznej nazwie „.----„ z okładką w kolorze magenta. Skąd to znamy?

Z jednej strony atakuje nas symbolika Giuseppe Ottavianiego, zatem gdzieś w głowie kołacze się myśl, że właśnie w tym kierunku będzie podążał Walijczyk. W końcu znana jest spora wzajemna sympatia obydwóch panów, zatem nie budziłoby to żadnego zdziwienia. Mimo wszystko Richard jest oddany nurtowi „Pure”, tylko czy słuchacze są jeszcze chętni, by słyszeć kolejne „Jewel”, „The Spell” czy „Fireisland”? Czy o to właśnie chodzi, mając na myśli ‘wierny samemu sobie’?

Otwarcie najnowszego dzieła muzyka od pierwszych dźwięków zdaje się krzyczeć, że spotkamy tu zupełnie inną kreację, niż tą, do której zostaliśmy przyzwyczajeni. Osobiście nie miałabym nic przeciwko, gdyby Mowatt tchnął świeżego ducha do swojej muzyki, nie odchodząc stanowczo od purytańskiego podejścia do trance’u. „Leap of Faith” zabiera nas w podróż po niezwykle eklektycznych rejonach elektroniki. Podążając po przekroju breakbitowych, dreamdance’owych sampli, dołączając do tego niezwykle urokliwe wstawki wokalowe – totalnie wysmakowane, piękne ozdobniki, wychodzi mieszanka wybuchowa, za którą Solarstone’a można pokochać, albo delikatnie z nim się poróżnić. To zdecydowanie najdalsza wszelkim dotychczasowych osiągnięciom, produkcja artysty, przy której zmysły szaleją, a ucho (przynajmniej moje) domaga się więcej. I gdy ten eksperyment wydaje się być maszyną napędową krążka, do akcji wkracza „Eclipse” a wprawny słuchacz od razu zauważy łudzące podobieństwo do loopów wykorzystywanych przez Above& Beyond. Można rzec – rewelacyjna inspiracja, która mami przez pierwsze dwie minuty, późniejsza historia to już Solarstone pełną parą. Numer bardzo zgrabnie przelewa się w głośnikach, nienachalnie relaksując słuchacza. Pierwszy zgrzyt następuje przy 3 kompozycji i chociaż nie miałam zamiaru omawiać każdego numeru z osobna, płyta „.----„ tworzy zbiór różnych orbit, dźwięków, historii, o których ciężko opowiedzieć zbiorczo. „Untitled Love” muzycznie kroczy gdzieś pomiędzy dokonaniami Simian Mobile Disco, Vitalica czy Digitalism, w wokalnej sferze niestety upada pod natłokiem drażniącej maniery głosowej RABBII – duetu muzycznego, w którym na wokalu udziela się subtelna Jo. Skąd fascynacja lekko etnicznym, infantylnym brzmieniem Sztokholmskiego duo, trudno powiedzieć, jednak numer Solarstone’a traci na magii, a słuchacza atakuje wszechobecny problem z harmoniką tego utworu. Stanowcze nie dla takich eksperymentów. Całe szczęście był to drobny, jednorazowy wypadek przy pracy, który, przeglądając przeróżne opinie dotyczące albumu, zbiera również grono swoich sympatyków – podziwiam, dla mnie namolność barwy głosu zabija intencję dźwięku zbyt brutalnie.

W dalszej części płyty jest pięknie i jak na Solarstone’a przystało – niemniej różnorodnie jak wcześniej. Kolejne przywoływania do Above & Beyond, bardziej stonowane wokalizy, kolejna odsłona Slowmotion – skądinąd udana, w charakterze krążka, odbijająca się od brzmienia poprzednich części, zdecydowanie mniej w brzmieniu zbliżona do zamysłów Orkidei, znacznie więcej tu samego Richarda. Płyta domyka się najbardziej transowym ze wszystkich numerów „A State of Mind” i nieco bardziej konkludującym do nurtu PURE - „Cafune”. Właśnie w tym numerze Solarstone, poza balansem pomiędzy subtelnością związaną z płytą z roku 2012 a nowoczesną rytmiką swoich dokonań, wzoruje się poniekąd na Daft Punk, bawiąc się koncepcją różnogatunkowości na albumie.

Ta cała mieszanka zdaje się być przykrótkim wprowadzeniem do czegoś większego, do kolejnego, wieloletniego projektu artysty. Dlaczego przykrótkim? 8 elementowa układanka wydaję się być bardzo skąpym romansem z czymś nowym, a dla spragnionego słuchacza, po 5 letniej przerwie od poprzedniego, długogrającego krążka, pozostawia niedosyt i prośbę, by na kolejne eksperymentalne dźwięki nie przyszło czekać tak długo. „.----„ jest przywitaniem z kolejnym etapem twórczości, sukcesją po poprzedniej, bardzo udanej odsłonie dorobku Richa. Trzymając kciuki za taką sferę rozwoju, życzymy sobie, by każdy kolejny pomysł artysty, tak dobrze implementował się w uszach i świadomości odbiorców.

 

 

 

Ocena: 8/10

Autor: Iwona Ressel

Komentuj na forum GlobalTrance

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4