Global Trance -
Czytaj Czytaj Imprezy Inne Nowe Wywiady

Tom Hades

Sylwetki jednego z najbardziej znanych producentów muzyki techno w Belgii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Tom Hades, bo o nim mowa, już niebawem właściciel labela Rythm Converted odwiedzi Polskę, gdzie wspólnie z Irregular Synthem promować będą wspólną EP'kę wydaną nakładem labela Dirty Minds.

Czytaj

Irregular Synth

Irregular Synth karierę DJ'ską rozpoczął w bardzo młodym wieku w Neapolu, miastu, z którego pochodzi wielu znanych artystów gatunku Techno. Dziś, dzięki swojemu unikalnemu talentowi, ciężkiej pracy, niezliczonych sukcesach oraz bogatych muzycznych korzeniach, Irregular Synth jest w czołówce najszybciej rozwijających się i rozpoznawanych artystów na scenie.

Czytaj

Blank & Jones

Legendy muzyki elektronicznej i twórcy wielu znakomitych, klubowych przebojów. Piet Blank i Jaspa Jones, to duet którego nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Po 8 latach pracy nad innymi projektami, Piet i Jaspa powracają do korzeni wraz z nowym, studyjnym materiałem pt. "#WhatWeDoAtNight", na temat którego i nie tylko zadaliśmy im kilka pytań.

Czytaj

Frankyeffe

Frankyeffe jest zdecydowanie jednym z najbardziej interesujących włoskich producentów na europejskiej scenie techno. W 2015 roku wydał swój debiutancki album pt. 'Trenta', który już w marcu promował będzie na imprezie w Krakowie podczas drugich urodzin kolektywu Solid Techno Kick.

Czytaj

Zobacz wszystkie

Info
  • Ilość newsów: 4997
  • Ilość artykułów: 43
  • Ilość wywiadów: 125
  • Ilość recenzji: 1025

Dodaj nas na:

Facebook

MySpace

Twitter

Blip

Albumy

Third Party - Hope

Dodano 2017-05-23, o godzinie 13:23

Jeśli zastanawiacie się dlaczego opisujemy album, w którym nie ma za grosz muzyki transowej, która powinna być motywem przewodnim naszego portalu, od razu odpowiadam: bo od dawna piszemy o lepszej, słabszej i wszelkiej muzyce elektronicznej, a krążek od Third Party nie dość, że kłania się elektronice w pas, na dodatek robi to naprawdę z wielką gracją, więc obecność tejże muzyki nie powinna dziwić, skoro bawi wybornie nie naruszając przy tym żadnych świętości.

 

 

Album HOPE w Polsce przechodzi odrobinę bez echa, w zasadzie nie wiedzieć czemu, bo upatrując w tych brzmieniach zaczynu letniego powiewu powietrza, otrzymujemy płytę zgrabną, lekką, bez nieznośnej maniery wszędobylskiego big roomu i pseudo elektro housowego brzmienia. Problemem może być wysyp artystów oferujących porównywalne aranżacje, jednak ze znacznie szerszym portfelem promocyjnym i z całą machiną implementowania ichnich produkcji do mediów. Kygo nie powstydziłby się nagrań Third Party, a przecież jego ‘Firestone’ zna chyba każdy słuchacz mainstreamu. Słabo? A i owszem, bo djsko-producencki duet z Wysp Brytyjskich ma momentami nawet lepszy odsłuch niż Norweg, a przecież to tego drugiego lepiej i znacznie „medialniej” zaprosić na swoją imprezę. Third ≡ Party mówią o sobie, ze grają progresywnego house’a – racja, ale od razu zaznaczę, że to ten z górnej półki brzmieniowej, przeplatany tropicalem, electro i klasycznym dance’m – z pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Wstępniak, zapraszający do zabawy nosi nazwę ‘Without You’. Nie ma lepszej wizytówki płyty, niż ta właśnie aranżacja, która zaraża optymizmem i dobrym nastrojem. Od pierwszych taktów mam nadzieję, że tak właśnie opakowany został album HOPE i nie zabraknie na nim prostych, aczkolwiek wakacyjnych sampli, które mogą stać się hymnem każdego wakacyjnego wyjazdu. Problemem bywają płaskie, nic nie wnoszące wokale, których świeżość dawno odeszła w niepamięć, a data spożycia została wyznaczona na kilka lat wstecz. To właśnie największa bolączka każdego lekkiego brzmienia, bo gdy głos zbyt nachalnie próbuje budować napięcie, dodając do tego uproszczoną melodię, dostajemy jedynie półprodukt. Tu potknięć jest kilka, chociaż ucho słuchacza może poczuć się dopieszczone dzięki sporej ilości materiału bez obecności wokaliz, lub jedynie z incydentalną ich obecnością. To spore zaskoczenie i zaznaczam mocny plus, bo raczej trudno było się tego spodziewać, patrząc na dokonania kolegów z tego samego podwórka. Poza słyszalnymi wpływami produkcji Kygo, The Chainsmokers, Lost Frequencies czy Jonasa Blue, Third Party za swoje wzory obrało kilku naprawdę interesujących twórców. W ‘Get Back’ wyczuwalna jest nuta obecności Axwella ale przede wszystkim Erica Prydza, który przyświecał twórcom również przy niezwykle udanym utworze ‘Veins’. Nazwisko tegoż producenta gwarantuje naprawdę dobre wspomnienia i miłe doznania, płynące z głośników, a odniesień do innych tuz gatunku jest sporo i nie wspomnieć o Fedde Le Grandzie czy Chrisie Lake’u, to jakby nie powiedzieć nic.

Przyznam się – podchodziłam do materiału jak pies do jeża, z nieufnością większą niż do nowych ‘niespodzianek’ od Tiesto – od samego początku żyłam w przeświadczeniu, że odsłuch tej płyty sprawi, iż odechce mi się takich eksperymentów na długie lata. Moje zaskoczenie było tym większe, że po chwili, bez zastanowienia powiedziałam do siebie „no to słucham jeszcze raz”. „Hope” prezentuje zbiór mocnych propozycji, idealnych do odprężenia po ciężkim dniu. Niewymagające produkcje relaksują, uspokajają i zapewniają dozę szaleństwa dla zmysłów – a to wszystko w granicy rozsądku i nie przekraczając wyczucia dobrego smaku.

Największym minusem krążka jest obecność… wielkiej gwiazdy. Martin Garrix, jako współtwórca numeru ‘Lions In The Wild’ niepotrzebnie zagościł u chłopaków z TP. Zrobiło się duszno, tłoczno i bardzo… marnie. Jak mocno przykład ten pokazuje, że (parafrazując boiskowe wydarzenia) nazwiska nie grają, można się przekonać, odsłuchując ową aranżację. Jest ona nijaka, płytka i kompletnie nijak ma się do spójności albumu. Być może miało to zapewnić producentom większą sprzedaż, ale w moich oczach na pewno nie zapewniło jakości. Jak dotąd, to najsłabsza prezentacja z całego albumu.

Wieńczące dzieło ‘Everyday Od My Life’ to pełny przekrój umiejętności duetu z Londynu. Co więcej, wpływy tanecznej muzyki lat 80 wdzierające się do numeru, to świetne zakończenie udanej przygody, a przy okazji wskazujące na eklektyzm jego twórców. Krążek, chociaż krótki, jest dobrym wypełniaczem czasu, miłą przygodą dla zabieganych ludzi, festiwalowym bangerem i z pewnością udanym dobrym pomysłem na prezent – nawet dla naszych rodziców. Nie nudzi, nie denerwuje, nie razi etykietą płytkości, nie stawia słuchacza w trudnym położeniu, nie ma zaciągów by być dziełem wymagającym. Na pierwszą i drugą imprezę w sam raz, ale third party z pewnością będzie najlepsza!

 

 

 

Autor: Iwona Ressel

Tekst chroniony jest prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania lub jakiegokolwiek innego rozpowszechniania bez zgody autora. Jeśli jednak masz ochotę wyślij link znajomym albo zamieść go w swoim ulubionym miejscu w sieci.





4